Rodziny Katyńskie dziękują Andrzejowi Wajdzie za „Katyń”


Źródło: http://krakow.wyborcza.pl/krakow/7,44425,20824274,rodziny-katynskie-dziekuja-andrzejowi-wajdzie-za-katyn.html


Nie trzeba było żadnego scenariusza, a Pan Andrzej opowiada historię swoją i każdej z naszych rodzin. Z ekranu płynęły słowa znane nam z listów, które przechowujemy niczym relikwie, aktorzy zamiast wymyślonych dialogów cytowali pamiętniki znalezione w Katyniu – pisze Izabella Sariusz-Skąpska w liście wspominającym zmarłego w niedzielę Andrzeja Wajdę.

Reżysera wspominają jego przyjaciele i ci, dla których jego twórczość była ważna. Izabella Sariusz-Skąpska, prezes Federacji Rodzin Katyńskich, wspomina, czym był dla tego środowiska film „Katyń”:

Najpierw było oczekiwanie i, jak to bywa, gdy oczekiwanie się przeciąga, zniecierpliwienie. Jakże to, Mistrz, co w najciemniejszych czasach komuny nie bał się konfrontacji z trudnymi stronicami polskich dziejów, Twórca, którego nie onieśmielali klasycy, nie podejmuje tematu tak ważnego dla Niego osobiście? Dlaczego nie wyprowadzi nas z cienia katyńskiego kłamstwa, tej historii wielkiej a intymnej zarazem? Pytano, dlaczego Andrzej Wajda, już w wolnej Polsce, nie kręci filmu o Zbrodni Katyńskiej.
Zdarzyło się, że obowiązki poprowadziły mnie kiedyś do Mangghi, skąd widok na Wawel zapiera dech nawet urodzonym krakowianom. Wtedy zebrałam się na odwagę, aby Mistrzowi zadać to pytanie wprost. Zmieniłam „kostium”: jako redaktorka przyszłam po zgodę na publikację rysunków, a teraz przedstawiłam się na nowo, powołując na wspólną, rodzinną historię. Jako wnuczka katyńczyka pytałam Pana Andrzeja jako syna Jakuba, oficera zamordowanego w Charkowie: dlaczego zwleka? Odpowiedź była prosta: „Ja tego nie widzę”. Rozwijając myśl, Pan Andrzej opowiadał mi o poszukiwaniach scenariusza, o braku tekstu, który mógłby ubrać w obrazy. Bał się pokusy, aby skorzystać z romantycznego kostiumu. Czekał.
Nie byłam ani pierwszym, ani ostatnim natrętem, który chciał coś Mistrzowi podpowiedzieć. Na szczęście, artyści nie słuchają suflerów, tylko serca. Bo tam, w sercu, narodził się film, który Rodziny Katyńskie zobaczyły 12 września 2007, jako goście premiery prasowej. I już wiedzieliśmy, że nie trzeba było żadnego scenariusza, a Pan Andrzej opowiada historię swoją i każdej z naszych rodzin. Z ekranu płynęły słowa znane nam z listów, które przechowujemy niczym relikwie, aktorzy zamiast wymyślonych dialogów cytowali pamiętniki znalezione w Katyniu. Niełatwo było to oglądać: przejmujące obrazy z Września i z kozielskiego obozu, gdzie „wmieszane” były rysunki jeńca Starobielska, Józefa Czapskiego. Okupacyjne i powojenne dzieje rodzin. I sceny najtrudniejsze. Gdy widać katyński las. Gdy padają strzały. Początkowo tych scen miało nie być, ale serce Mistrza było nieustraszone: ktoś musiał jako pierwszy przełamać tabu i nakręcić KATYŃ – do końca.
Podczas premiery w Teatrze Wielkim, gdy wybrzmiały ostatnie nuty z niezwykłej muzyki Krzysztofa Pendereckiego, otuliła nas cisza. Wtedy ktoś zaintonował Ojcze nasz, kończąc modlitwę, którą szepcze umierający żołnierz.

Panie Andrzeju, wtedy i dziś Rodziny Katyńskie dziękują, że opowiedział Pan naszą historię całemu światu.