Zostawcie mojego Ojca w spokoju

Małgorzata Skowrońska Gazeta Wyborcza 2016-09-24

Małgorzata Skowrońska: Ma pani wątpliwości, kogo pochowała w rodzinnym grobowcu w 2010 r.?

Izabella Sariusz-Skąpska : Ciało mojego Ojca znaleziono w tylnej części, tej najmniej zniszczonej w katastrofie tupolewa. Był zidentyfikowany jako jedna z pierwszych 14 ofiar, co nie jest bez znaczenia dla naszej świadomości, kto spoczywa w tym grobie. To bliscy go rozpoznali.

Są rodziny, które jednak mają wątpliwości.

– To niech one ustawią się jako pierwsze do ekshumacyjnej kolejki, a nas zostawią w spokoju.

Prokuratura twierdzi, że ekshumacje są konieczne. Zgodnie z prawem o zgodę nie muszą prosić rodzin.

– Każde prawo ma literę i ducha. Podczas czerwcowego spotkana z Prokuraturą Krajową nie przedstawiono nam żadnego sensownego argumentu na rzecz ekshumacji. Usłyszeliśmy zdania brzmiące surową literą prawa o konieczności otwierania grobów i niemożności odstąpienia od tego aktu. Jestem prawnuczką adwokata i wnuczką prokuratora. Myślę, że gdyby dziś żyli, potrafiliby wśród zapisów prawa znaleźć takie, które przeczyłyby tej kategoryczności.

Nie przekonały pani słowa prokuratorów, że trzeba wykonać badania szczątków ofiar tomografem komputerowym, toksykologiczne, DNA.

– Prokuratura twierdzi, że potrzebuje dowodów. Najważniejsze dowody to wrak, którego w Polsce nie ma, i czarne skrzynki, których oryginały są w Moskwie. Teraz dołączyły do nich ciała! W tym momencie każdy, kto stracił kogokolwiek z bliskich, musi poczuć moralny sprzeciw.

Ciągle krążą plotki o zamianie ciał.

– To znaczy: wykopmy wszystkich i ułóżmy sobie pasjansa, zobaczymy, kto do kogo pasuje? Czy nikt nie pomyślał o tym, że w tak małym samolocie – bo to jest mały samolot – ci ludzie siedzieli blisko i można się spodziewać śladów i mikrośladów? I czy naprawdę potrzebujemy do wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej wiedzy, w jakim tempie umierali, jeśli wszystko trwało sześć sekund? A tego m.in. prokuratura chce się dowiedzieć.
Nagle, po tylu latach, ciało najukochańszej dla mnie osoby staje się dowodem w sprawie, jak telefony komórkowe mojego Ojca czy laptop, z którym leciał do Smoleńska? Jeśli po jednej stronie jest nasza żałoba i szczątki naszego Taty, a po drugiej stanowisko prokuratury, to ja tu nie widzę równowagi. Uważam, że prawo moralne jest po stronie mojej Mamy, Siostry i mojej. Cywilizacja zaczyna się tam, gdzie pochówki. Człowiek zaczął się wtedy, gdy po raz pierwszy zakopał swojego bliskiego i postawił na jego grobie jakiś symbol. Wykształciliśmy całą kulturę zbudowaną na pamięci i szacunku wobec przodków. I nagle to przestaje być ważne?

Na spotkaniu z prokuraturą nie usłyszała pani niczego, co uzasadniałoby ekshumację?

– Usłyszeliśmy mnóstwo przerażających szczegółów na temat tego, jak – według prokuratury – Rosjanie traktowali ciała ofiar. Wręcz epatowano nas tymi informacjami.

Po co?

– Żeby nami wstrząsnąć? Żeby nas urobić? Żebyśmy nie protestowali? Nie wiem. Kilka tygodni wcześniej przedstawiciele mojej rodziny byli na spotkaniu z prokuratorem i wtedy po raz kolejny w tym śledztwie usłyszeliśmy zapewnienie, że nie ma żadnych wątpliwości co do identyfikacji w przypadku naszego Ojca. Zatem niepotrzebna jest ekshumacja. Tymczasem na zbiorowym spotkaniu prokuratura mówi coś zupełnie innego. Oto nie wie, na co ci ludzie umarli i w jakiej kolejności, i musi robić wszystko od nowa. Co się stało w ciągu kilku tygodni, że prokuratorzy nagle zmieniają zdanie?

Polityka?

– Ale jak daleko można się w niej posunąć? Przecież połowa mnie to mój Ojciec. Dla mnie to operacja na moim ciele. Słowo „ekshumacja” poznałam pewnie wcześniej niż rówieśnicy. W naszym domu oznaczało ono rok 1943 i nazistowskie znalezisko dołów śmierci w Katyniu, ich pospieszne przekopywanie i – co ważne – powtórne byle jakie pochówki ciał, wśród których znajdował się mój Dziadek. A potem, kiedy ze Smoleńska ustąpili Niemcy, przyszli Sowieci i dokonali kolejnej ekshumacji. Dla mojego Ojca słowo „ekshumacja” to był synonim najgorszego barbarzyństwa, jakiego człowiek może się dopuścić wobec pozostałości drugiego człowieka. I dziś miałoby się to stać jego udziałem!

Prokuratura nie poinformowała pani, jak będą przebiegały ekshumacja i powtórny pochówek?

– Dowiedzieliśmy się tylko, że nasi bliscy muszą być wyciągnięci z grobów. Dla nas to szok, bo przecież dowody w śledztwie zachowuje się do dyspozycji prokuratury i sądu do zakończenia sprawy. Czyli będą gdzieś trzymać ciała do zakończenia śledztwa? Zgodnie z polskim prawem można ekshumować od 16 października do 15 kwietnia, a prokuratura już zapowiedziała, że nie będzie w stanie zakończyć prac do kwietnia 2017 r. To będzie trwało lata.

Przerwali pani żałobę?

– Oni nam fundują nową żałobę. Perspektywa, że będę widziała wyciąganie trumny Ojca i zbezczeszczony grób, mnie przeraża. W tym grobowcu leżą cztery pokolenia naszej rodziny. Tato często przychodził się tam modlić, bo miał poczucie silnej więzi z tymi, którzy tam spoczęli. Nie wyobrażam sobie jeszcze raz przeżywać jego pogrzebu. Jak to będzie wyglądało? Też o świcie, jak ekshumacja? Przy zamkniętych bramach, wpuszczona garstka rodziny? Wtedy towarzyszyły mojemu Ojcu tysiące ludzi. Teraz się boję, kto przyjdzie i co może się wydarzyć. Proszę zobaczyć, co się dzieje w internecie, jaka fala hejtu i żartów smoleńskich nas zalewa. Przecież z tych ekshumacji się już żartuje, tak jak z katastrofy.

Internet reaguje na „religię smoleńską” i polityczne granie katastrofą.

– Zdaję sobie z tego sprawę, ale dla mnie to bolesne. Z drugiej strony wyznawcy „religii smoleńskiej” traktują nas, rodziny niezgadzające się na ekshumacje, jako tych, którzy „nie chcą poznać prawdy”. Jeszcze chwila i dowiem się, że coś ukrywam albo jestem politycznie zaangażowana. Nas się poucza, jak mamy przeżywać stratę. Słyszę, że nie dorosłam do żałoby. Dochodzi do takich absurdów, że jedni mają za złe, że nie idę na film „Smoleńsk”, a inni z kpiącym uśmiechem na ustach zaczepiają mnie i dopytują, czy się wybiorę do kina.

Nie kpię: wybierze się pani na „Smoleńsk”?

– Po co? Mój Ojciec zginął naprawdę. Podobno jest w tym filmie scena, w której ofiary Katynia spotykają się ze zmarłymi w katastrofie. Dziś ta scena i cały film są przedmiotem kpin. W mojej najgłębszej świadomości Dziadek, który zginął od strzału w tył głowy w Katyniu, wyszedł na spotkanie Ojca, ale to nie było w filmie, tylko w niebie.

Swoją drogą, ciekawe jest tłumaczenie, dlaczego nie zaproszono rodzin ofiar na premierę. Podobno wybrano tylko tych, którzy są obecni w sferze publicznej, a żałobę reszty uszanowano. Byłby to pierwszy przypadek uszanowania naszej żałoby.

Ustalenia komisji Jerzego Millera są podważane. Lansowana jest teza o zamachu.

– Sprawa jest polityczna po stronie polskiej i rosyjskiej od samego początku. Czytałam raport komisji Millera. Ta lektura była dla mnie szokująca, bo pokazywała, że bez względu na deklaracje rządów – badania obejmowały przecież czas kilku kolejnych ekip – wszędzie, w wojsku i administracji, dochodziło do przysłowiowego machnięcia ręką. I ileś tych machnięć ręką dało katastrofalne skutki. To jak z przechodzeniem na czerwonym świetle, które wydaje się błahostką. Tyle że drobne naginanie przepisów, co każdy z nas popełnia, w przypadku samolotu nie jest już skutkiem przejścia na pasach.
Dość wcześnie poznaliśmy zapisy z czarnych skrzynek. Te nagrania, z czasem uzupełniane, są rozstrzygające. Do kokpitu ludzie wchodzili i wychodzili, padło zdanie: „Pan prezydent nie podjął decyzji”. Jasne jest, że załoga nie kierowała samolotem samodzielnie.

Zapoznała się pani z ustaleniami podkomisji smoleńskiej MON, która ogłosiła, że ma nowe dowody w sprawie katastrofy?

– Przeczytałam setki stron z ustaleniami prokuratury wojskowej, na których opiera się ta podkomisja. Pamiętam je doskonale. To, co się teraz dzieje, to wyciąganie z tych dokumentów pojedynczych zdań i przedstawianie ich jako samodzielnych tez. I – mówiąc brutalnie – wszyscy się na to nabierają: politycy (bo nie znają tych dokumentów), dziennikarze (chcę wierzyć, że nie pamiętają, co czytali) i opinia publiczna, najmniej zorientowana w temacie.

Znowu polityka?

– Metoda manipulowania stara jak świat. Każda wojna ideologiczna się nią posługuje. Mnie jednak uczono, by nie ufać zdaniom wyciągniętym z kontekstu. W mojej zakopiańskiej szkole katecheta bernardyn nauczył nas, że najgorszą rzeczą jest czytanie zdania bez niego. Tłumaczył nam, że o to wybuchały wojny religijne. Jest zdanie w Biblii: „Nie ma Boga”. Tak brzmi bez tego, co jest przed nim. W kontekście czyta się ten fragment Księgi Psalmów inaczej: „Mówi głupi w swoim sercu: Nie ma Boga”.

Ekshumacje mają wymiar propagandowy?

– Jeśli ktoś mi mówi, że nie ma możliwości technicznych szybkiego zbadania ciał, to dla mnie jest oczywiste, że przewlekanie procedury ma jakiś cel. Przecież jeśli ekshumacje będą się odbywały latami, a przy okazji pojawią się przecieki ze śledztwa – a pojawią się na pewno, mniej lub bardziej sensacyjne – to kto i co powstrzyma polityków przed ich wykorzystaniem? Albo obowiązuje tajemnica śledztwa, albo „wszystko na sprzedaż”. Jeśli żądanie prawdy jest nadrzędne w stosunku do prawdy, to znaczy, że chodzi o propagandę i polityczny interes.

Za takie słowa PiS zarzuci pani działanie polityczne.

– Bronię grobu mojego Ojca i spokoju mojej rodziny. Dlaczego znowu moja rodzina zabiera głos? Bo wielu członków rodzin ofiar tej katastrofy już nie ma siły, są zrezygnowani, dają sobą i swoją stratą manipulować. To jest bezradność – może to zabrzmi patetycznie – wdów i sierot. Co z tego, że mam 52 lata? Jestem osierocona przez mojego Ojca. Jeśli są rodziny, dla których ekshumacja to akt barbarzyński, a wiem, że nie tylko my tak myślimy, to chcemy, żeby nasze zdanie uszanowano.

Co pani może zrobić?

– Możemy apelować do opinii publicznej, by postawiła się na naszym miejscu. Będziemy apelować do ducha prawa, zachowując resztki przekonania, że prokuratorzy też znają to pojęcie. Wciąż wierzę, że są po tamtej stronie ludzie, którzy wykażą się elementarną przyzwoitością.

Kościół i biskupi? Liczy pani na ich pomoc?

– Wierzę, że Kościół katolicki nie zostawi nas samych. W którymś momencie musi dotrzeć do hierarchów, jak straszliwy kryje się w tych ekshumacjach precedens. Pogrzeb odbywa się raz. Z całym majestatem, powagą i przewidzianym przez liturgię pochyleniem się nad osobą. To nie jest spektakl teatralny. To jest święty rytuał, którego należy bronić.
Podniosło mnie na duchu stanowisko Cerkwi prawosławnej, która uznała, że ekshumowanie szczątków biskupa Mirona, który zginął w katastrofie smoleńskiej, będzie zbezczeszczeniem jego zwłok. Czekam na głosy innych autorytetów.

Tyle że część Kościoła katolickiego w Polsce to religijne ramię PiS. Już słychać głosy księży, że przecież wydobywa się z grobów relikwie.

– Wydobywać z grobu bez zgody rodziny? Ci księża to na szczęście jeszcze nie biskupi, którzy na razie milczą. Mam nadzieję, że zabiorą głos w tej sprawie. Jeśli dochodzi do pogwałcenia świętego rytuału, Kościół musi zająć stanowisko.

Wychowałam się w rodzinie katolickiej i dla nas czymś oczywistym był pogrzeb z trumną. Teraz żałuję, że nie zdecydowaliśmy się na kremację. Ojciec byłby poza zasięgiem prokuratury.

*Izabella Sariusz-Skąpska – filolog, wykładowca. Córka Andrzeja Sariusz-Skąpskiego, który zginął w katastrofie smoleńskiej. Na uroczystości w 2010 r. leciał jako prezes Federacji Rodzin Katyńskich. Objęła po nim tę funkcję.